- Myślisz, ze szybko się wybudzi?
- Lekarze mówili, że nic poważnego jej
nie zagraża.
- A grać? Będzie mogła?
- Przez najbliższy miesiąc nie, ale
później…
Do moich uczy dotarł dźwięk dialogu
miedzy dwoma osobami. Nie bardzo wiedziałam kto mógł być właścicielem tych
słów, choć oba głosy były mi bardzo znane. Chciałam otworzyć oczy, ale powieki
nadal były za ciężkie. W chwili gdy drugi chłopak przerwał swoją wypowiedź
usłyszałam dźwięk otwieranych się drzwi, a już po chwili charakterystyczne
kroki, które byłam w stanie poznać wszędzie.
- Wybudziła się? – zapytał mój
przyjaciel. Dopiero, gdy poczułam materac zaginający się pod jego ciężarem
zorientowałam się, że leżę na jakimś łóżku.
- Nie, niestety nie – odparł niższy
głos. Teraz byłam pewna, ze należał on do Toma, a przy okazji mogłam obstawić,
ze ten poprzednim rozmówcą był Dominic.
Poczułam czyjeś ręce na mojej dłoni,
tak zimne, że wzdłuż kręgosłupa zmierzył mnie dreszcz. Gwałtownie otworzyłam
oczy. Jasność, jaka dotarła do moich oczu, nie pozwoliła mi nic zobaczyć.
Musiałam zamrugać kilka razy, żeby ostrość wzroku wróciła do normy.
Spojrzałam najpierw na moja rękę
obejmowana przez Daniela, który siedział na łóżku, na którym leżałam. Za nim
zobaczyłam Dominica i Tommy’iego. Korzystając z okazji, że żaden nie zauważył,
iż się obudziłam rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam.
Podłoga i ściana były w kolorze białym, gdzieniegdzie pobrudzonym. Znajdowały
się tu trzy łóżka. Ja zajmowałam środkowe, pozostałe dwa były puste. Obok każdego
z nich stała szafka nocna w kolorze turkusowym. Dalej jakieś sprzęty, o których
nazwie nie miałam pojęcia. Szybko zorientowałam się, co to za miejsce, i
zaczęłam się zastanawiać, jak to się stało, ze wylądowałam w szpitalu.
- Caroline! – zawołał Daniel unosząc
delikatnie kąciki ust do góry. – Jak się czujesz? Boli cię cos? Może ci coś
przynieść?
Spojrzałam na niego i wbrew woli
zachichotałam. Uwielbiałam tą troskę w jego oczach, to naprawdę miło z jego
strony, ze go tak obchodzę. A zwłaszcza, ze poza nim i reszty chłopaków z
drużyny nikogo nie miałam.
- Wszystko w porządku – szepnęłam,
podpierając się na rękach i układając do pozycji siedzącej.
Dominic i Tom podeszli bliżej łóżka.
Oboje wyglądali jakby nie spali całą noc. Ciemne włosy Nicka, które zawsze były
zadbane, tym razem sterczały w wszystkie strony, a czarne oczy przykrywały
zmęczone powieki. Słomiane włosy Tommy’iego natomiast tworzyły artystyczny nieład, a szare oczy
były lekko zaczerwienione.
- Caro, tak się o ciebie martwiliśmy..
- Naprawdę nic mi nie jest – posłałam
im szczery uśmiech. – Ale powiedzcie mi, długo tu jestem?
Zmieszany Tom spojrzał na Dominica, a
ten na Daniela, który przewracając do nich oczami obrócił się w moją stronę.
- Nic poważnego ci nie jest. Leżysz tu
od wczoraj, gdy ten… - wypuścił powietrze odwracając wzrok. – No wiesz, ten z
tego zespołu, z którym graliśmy…
- Harry – powiedziałam cicho, za co
otrzymałam trzy pytające spojrzenie.
- Harry.. – powtórzył Daniel powoli,
jakby z niechęcią. – Ma szczęście, ze
nic wielkiego ci się nie stało, bo przysięgam, ze jakbym…
- Daniel, daj spokój – upomniał go
Nick. – Gościu nie zrobił tego specjalnie przecież.
- To gdzieniegdzie moja wina –
westchnął blondyn, nie zwracając uwagi na słowa przyjaciela. – Ja kazałem ci go
kryć..
- Daj spokój, przecież to nie twoja
wina – powiedziałam i widząc tryumfalny uśmiech na jego twarzy, dodałam: - Ale
Harry’ego też nie.
Uśmiech blondyna powoli zanikał.
- A tak właściwie, to dalej nie wiem co
mi się stało – stwierdziłam, po chwili ciszy.
- Wiesz, to było trochę jak w
spowolnionym tempie – zaśmiał się Tom.
- Po prostu ty i ten chłopak
skoczyliście w tej samej chwili, tyko, ze on do tego wypchnął się do przodu –
wytłumaczył Nick. – I tak jakby wleciał na ciebie, ty upadłaś na podłogę i
straciłaś przytomność.
- Gdyby ten kretyn nie pchał się tak na
ciebie nie leżałabyś tu teraz – wtrącił się poirytowany Daniel.
Spojrzałam na wszystkich trzech
wielkimi oczami.
- To co mi jest?
Blondyn odkaszlnął i już otwierał usta,
by mi odpowiedzieć, gdy drzwi do mojej sali otworzyły się i stanął w nich
wysoki brunet. Przejrzał chłopaków wzrokiem, po czym spojrzał na mnie, swoimi
hipnotyzującymi zielonymi oczami. Uśmiechnął się delikatnie ukazując dołeczki w
policzkach.
- Hej, nie przeszkadzam? – zapytał
robiąc parę kroków do przodu.
- Nie.
- Tak – powiedział Daniel, podczas gdy
reszta zaprzeczyła.
W pomieszczeniu zapanowała głucha
cisza. Patrzałam na lekko zdezorientowanego Harry’ego i przeszywającego go
wzrokiem Daniela. Nick i Tommy patrzyli to na jednego, to na drugiego.
- Nie – powiedziałam mocno i powoli. –
Nie przeszkadzasz.
Brunet uśmiechnął się i wyjął zza
pleców bukiet złożony z moich ulubionych, żółtych tulipanów. Tymczasem Daniel
spojrzał na mnie wzrokiem, którego nie umiałam określić, ale na pewno nie
należał do tych dobrych.
- Przyszedłem zobaczyć jak się czujesz
– powiedział, podchodząc do mnie z drugiej strony, tak, ze stał naprzeciw chłopaków
z mojej drużyny. – I jednocześnie przeprosić.
Spuścił wzrok. Widać było, ze żałuje
tego, chociaż według mnie był to zwykły przypadek, za który nawet nie musiał
przepraszać. Harry postawił kwiaty do pustego wazonu leżącego na szafce nocnej.
- Nic się nie stało przecież –
zaśmiałam się.
- Stało – wyszeptał Daniel patrząc
wprost na niego. – Przez ciebie ma wstrząs mózgu, człowieku!
Spojrzałam na mojego przyjaciela, i
mimo, ze go kochałam (po przyjacielsku) to teraz mogłabym go udusić bez żadnych
skrupułów. Rozumiałam, ze się o mnie troszczył, ale jego zachowanie było
naprawdę nie w porządku.
- Wstrząs mózgu? – zapytałam z
rozbawieniem. – A pamiętasz taki rok, w którym go nie miałam?
Szczerze nie przejęłam się tym, że mam
wstrzał mózgu. Zdarzało mi się to naprawdę często, tak samo jak połamanie ręki
czy nogi. Zazwyczaj był on na tyle lekki, ze przez miesiąc musiałam wygodnie
leżeć sobie w łóżku, żeby wszystko wróciło do normy.
- To nie jest śmieszne, Caro –
powiedział z śmiertelna powagą blondyn, patrząc to na mnie to na Harry’ego. –
Rozmawiałem z lekarzem. Mówił, ze miałaś wielkie szczęście, ze doznałaś tylko
lekkiego wstrząsu. Gdy mu powiedziałem, ze to już nie pierwszy raz, że przez
koszykówkę trafiłaś do szpitala, kazał mi mieć na ciebie oko, bo następnym
razem może być o wiele gorzej.
- Mieć na mnie oko?
- Tak, Caroline. Nie pozwolę na to,
żeby coś ci się stało.
Spojrzałam na niego z poirytowaniem.
Byłam już prawie dorosła, nikt nie miał prawa mnie kontrolować, bo przecież
sama potrafiłam o siebie zadbać.
- Nie możesz zabronić mi grać w
koszykówkę!
- Spokojnie, Caro – usłyszałam głos
Toma. – I tak nie możesz przez najbliższy miesiąc grać. Zastąpimy cię kimś, ale
potem wrócisz, jak zawsze..
- Nie zabraniam ci – powiedział
blondyn. Spojrzał na Harry’ego i mocno zacisnął moje dłonie w swoich,
zmieniając ton na troskliwy. – Próbuję tylko ci powiedzieć, ze jeżeli jeszcze
raz coś ci się stanie, będę zmuszony wykluczyć cię z zespołu. Dla twojego
dobra, Caroline..
Wytrzeszczyłam na niego oczy. Dominic i
Tom też spojrzeli na niego z zaskoczeniem. Przez chwilę myślałam, ze to
śmieszny żart, ale Daniel mówił poważnie.
- Dla jej dobra, to powinieneś się
trzymać od niej z daleka – szepnął Harry przez zaciśnięte zęby.
Byłam przekonana, ze Daniel odszczeknie
mu, jak to w jego zwyczaju. Ale on tylko zmrużył oczy, kierując wściekły wzrok
na Harry’ego. Ten tylko posłał mu tryumfujący uśmiech.
- Zadzwonię do ciebie jutro – mruknął
do mnie i bez słowa wyszedł z pomieszczenia, jeszcze raz posyłając Danielowi
ten sam uśmiech – tryumf i zemsta. Coś mi tu nie pasowało.
----------------
Hej :)
Nie wiem czy ktos to czyta, ale jeśli tak to czy moglibyscie pozostawic po sobie komentarz? To bardzo motywuje :)
Dzięki ! :D