- Wesołe
miasteczko? – nie wiem czy było to pytanie czy stwierdzenie z mojej strony, ale
wiem, że podskoczyłam z radości, gdy moim oczom ukazały się przeróżne kolejki,
zjeżdżalnie i stoicka z jedzeniem. Mój entuzjazm skończył się tym, ze uderzyłam
głową o sufit czarnego Porshe Cayenne. Spojrzałam na
Harry’ego.
- Powiedzmy, że jest to
zadośćuczynienie za twój wstrząs – powiedział lekko rozbawiony moją
niezdarnością.
- Przecież mówiłam, że to
nie twoja winna..
- Dobra – spojrzał na mnie
zielonymi, hipnotyzującymi oczami. – Tak naprawdę to tylko pretekst, żeby się z
tobą umówić.
Wyszczerzył zęby w uśmiechu
chyba w tym samym czasie co ja.
- Nie podlizuj się tak,
Styles, mam chłopaka – powiedziałam próbując zachować przy tym powagę, ale
szybko zaśmiałam się widząc zakłopotaną minę bruneta. – Żartowałam, wyluzuj
się.
- Nie wiedziałem, ze jesteś
bardzo przekonująca – zaśmiał się kręcąc głową.
-Harry, Harry – westchnęłam
z teatralnym przejęciem. – Ty jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
Zaśmiałam się cicho, gdy
chłopak wyszedł z samochodu. Odpięłam pas. Harry otworzył mi drzwi, a kąciki
jego ust powędrowały do góry.
- Mówiłem ci, że ładnie
wyglądasz? – zapytał ukazując dołeczek w policzku.
- Dwa razy – przewróciłam
oczami i wyszłam z samochodu.
Harry rozszerzył swoje
ramie, gestem zapraszając mnie, żebym chwyciła go pod nie. Zaśmiałam się cicho.
- Jaki z ciebie gentelman –
rzuciłam pozwalając mu prowadzić mnie w głąb wesołego miasteczka.
Kolejki były porozrzucane po
wielkim obszarze. Niektóre były małe i wolne, inne wielki i szybkie. Moją uwagę
przekuła jednak czerwona kolejka, robiąca kilka pętli. W pewniej chwili
zatrzymała się na jednej z nich do góry nogami. Piski ludzi rozebrzmiały po
całym wesołym miasteczku, gdy kolejka znów rozpędziła się.
- To gdzie najpierw? –
zapytał Harry.
- Tam – odpowiedziałam
wskazując w centrum miasteczka.
- Na tę czerwoną?
Skinęłam
głową i nieświadoma chwyciłam go za rękę, by pociągnąć. Szybko jednak się
opamiętałam i cofnęłam swoją dłoń, wkładając ja do kieszeni. Lekko zamieszana
spuściłam wzrok, ale kontem oka zauważyłam jak Harry się uśmiecha.
- Idziesz? – zapytał.
Wyjął swoją dłoń i ułożył
ją płasko przed moją kieszenią. Palcami pokazał mi, żebym ją chwyciłam.
Niepewnie otoczyłam moja dłoń jego, a jego palce splotły się razem z moimi.
- Masz zimne ręce –
powiedział szczerząc zęby. – Wiesz co to oznacza?
Westchnęłam cicho i
zignorowałam jego pytanie. Kupiliśmy bilety i stanęliśmy w długiej kolejce,
która zwiększyła się jeszcze bardziej, gdy tylko ludzie odkryli, ze Harry
Styles chce się nią przejechać. Okrążyło nas pełno ludzi. Myślałam, ze nie
wytrzymam tych pisków. Dziewczyny błagały o autografy i zdjęcie, przepychały
się wzajemnie, an czym ja też ucierpiałam. Zostałam, lekko mówiąc, stratowana
przez fanki.
- Caroline! – zawołał Harry
chwytając mnie delikatnie za nadgarstki. – Chodź.
Szłam za brunetem, podczas
gdy on przeciskał się przez tłum fanek, ściskany przez nie. Błysk fleszy
totalnie mnie oślepiał. Czułam się jak na czerwonym dywanie. Nie bardzo wiedziałam
co się wtedy działo. To wszystko było jak jakiś sen. Nie pamiętał dokładnie jak
znalazłam się w jego samochodzie. Wiem natomiast, ze gdy już bezpiecznie w nim
siedziałam, pełno nastolatek zaczęło stukać po oknach auta.
Harry przekręcił kluczyki w
stacyjce i nacisnął klakson. Dziewczyny gwałtownie oderwały się od samochodu,
dając możliwość, by Styles cofnął. Z piskiem opon ruszyliśmy przed siebie.
Byłam w szoku. Nie tak to
sobie wyobrażałam. Oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy. Czułam wzrok Harry’ego
na sobie. Zastanawiałam się o czym teraz myśli. Moje myśli błądziły wokół
praktycznie wszystkiego. Cisza ogarniająca pozwoliła skupić mi się na wielu
rzeczach, o których dawno nie miałam okazji pomyśleć.
W pewnej chwili samochód
gwałtownie się zatrzymał, wypychając mnie do przodu. W tej chwili dziękowałam,
ze ktoś wynalazł pasy bezpieczeństwa. Spojrzałam na Harry’ego. Oddychał szybko,
jakby nie docierało do niego to, co przed chwilą się stało. Ręce miał
zaciśnięte na kierownicy, a niesforne loki opadały mu na czoło.
- Harry..
- Przepraszam cię, Caroline
– powiedział tonem nieco głośniejszym niż szept. – Naprawdę, jak mogłem być
taki głupi? Louis mówił ,,weź ochroniarza, przecież was tam staranują”, a ja go
nie posłuchałem – pokręcił głową i spojrzał prosto w moje oczy. – Wybaczysz mi?
- Nie ma czego wybaczać,
Harry – odpowiedziałam i wybuchłam śmiechem. Nie mogłam opanować się. Czułam na
sobie jego zdziwiony wzrok.
- Śmieszy cię to, ze o mało
nas nie zabili?
Zaprzeczyłam głową
szczerząc zęby.
- Nie, ale dawno tak się
nie bawiłam, to było ekstra.
Jego oczy się powiększyły
ze zdziwienia. Chciał coś powiedzieć, ale uciszyłam go gestem dłoni.
- Dziękuje ci – szepnęłam.
Chłopak uśmiechnął się
widocznie zadowolony z siebie.
- Cała przyjemność po mojej
stronie – powiedział. – A skoro już tu jesteśmy razem, może pójdziemy gdzieś,
gdzie na pewno nie zaatakuje nas grupa fanów?
Spojrzałam na niego
zdziwiona.
- To w ogóle istnieje takie
miejsce?
Chłopak wyszczerzył zęby,
dumny z mojej reakcji.
- A właśnie widzisz.. Znam
takie jedno. To co ty na to?
- Brzmi nieźle –
powiedziałam. – A konkretnie to gdzie to jest?
- Tu – spojrzał na mnie, a
później przez okno. Podążyłam za jego wzrokiem.
- O mój Boże – tylko tyle
mogłam wykrztusić, gdy moim oczom ukazał się najpiękniejszy widok na świecie.
Niebo miało nieokreślony
kolor, począwszy od niebieskiego, przez różowy i fioletowy, aż do
pomarańczowego. Wielkie półkole, wyglądające jak przecięta na pół pomarańcza,
wydawało się być wprost kilka metrów przed nami. Niby zwykły zachód słońca, a
jednak był inny. Niesamowity.
Wyszłam z samochodu, nawet
nie czekając aż Harry mi otworzy. Podeszłam bliżej o parę kroków. Rozejrzałam
się wokoło. Po lewej stronie drzewa, po prawej stronie jezioro, a na wprost
wielka pomarańczowa półkula. Wyciągnęłam rękę przed siebie, jakbym chciała jej
dotknąć.
- Podoba ci się? –
usłyszałam lekko zachrypnięty głos za sobą.
- Niesamowite –
odpowiedziałam nadal wpatrując się w słońce otoczone różnymi kolorami nieba.
Harry stanął bliżej mnie.
Spojrzałam na niego. W rękach trzymał koc, który położył na trawie. Gestem
wskazał żebym na niego usiadła. Wydawał się być miękki jak łóżko, może to przez
trawę. Chłopak usiadł obok mnie. Oboje zwróceni przed siebie, wpatrywaliśmy się
w zachód słońca.
- Czasami przychodziłem tu,
by pozbierać myśli – wyznał cicho. – Niezależnie od pory roku czy godziny, te
miejsce jest zawsze magiczne.
Wydawało się, ze jego oczy
zaszkliły się. Wpatrywał się pustym wzrokiem w słońce, a ja wiedziałam, ze
wspomina. Wspomina to, co tu się kiedyś wydarzyło, a może to o czym tu myślał?
- Harry – szepnęłam
chwytając go za rękę. Chciałam mu jakoś pomóc, ale nie wiedziałam jak. I nie
chciałam go pytać, bo wiedziałam, że opowie mi o wszystkim, kiedy będzie gotów.
Mocniej ścisnęłam jego
dłoń, gdy zauważyłam, jak samotna łza spłynęła po jego policzku. Byłam pewna,
że zetrze ją grzbietem dłoni. Ale nie zrobił tego. Pozwolił jej skapnąć na
nasze połączone dłonie. Poczułam jak razem z nią, spływa z niego smutek.
Odwrócił głowę, jakby dopiero teraz poczuł jej słony dotyk na swojej skórze i
spojrzał na nasze dłonie, a po chwili na mnie posłał mi słaby uśmiech.
Moje oczy utknęły w jego
hipnotyzujących, zielonych jak liście dębu, tęczówkach.
- Dziękuję – wyszeptałam.
Miałam nadzieję, że zrozumie, ze nie chodzi mi tylko o dzisiejszy dzień.
Półkole robiło się coraz
mniejsze z każdą minutą. Kątem oka spojrzałam na splatane dłonie. A po chwili
pochyliłam się nad Harrym i oparłam głowę o jego ramię. Nie odezwał się, tylko
pogładził mnie po włosach.
- Ja też ci dziękuje,
Caroline – powiedział niemal bezdźwięcznie, wywołując tym samym delikatny
uśmiech na mojej twarzy.

