- Wygramy –
poczułam ciepły oddech Daniela na swojej skórze. Spojrzałam na niego i
uśmiechnęłam się: przecież wiem.
Szliśmy właśnie w kierunku wielkiej
hali. Ramie w ramie stawiałam kroki z moim przyjacielem. Znaliśmy się od
dziecka. Pamiętam go jeszcze jako małego, grubego chłopaka, który boi się
ciemności. A teraz? Teraz mimo, że nie jest strasznie wysokim, za to muskularnym osiemnastolatkiem, o niesfornych jasnych włosach i niebieskich oczach, w
których każda kobieta mogła utonąć. Wiedziałam, ze podkochiwał się we mnie, ale
jasno dawałam mu do zrozumienia, ze nie jestem zainteresowana nim, ani żadnym
innym chłopakiem. Koszykówka mi go zastępowała.
Cała moja drużyna była gotowa do meczu,
a raczej bitwy jak to nazywaliśmy. Byłam jedyna dziewczyną w drużynie, nasz
zespół zaliczał się do tych z grupy męskiej, ale wszyscy przyzwyczajeni już
byli, ze gra w nich dziewczyna. Oczywiście miałam już na sobie nasze stroje:
krótkie zielone spodenki, z białymi paskami na bokach, sięgały mi do kolan,
odsłaniając moje kościste łydki. Bluza była mi za duża – również tego koloru co
spodenki, tyle, ze zamiast pasków miała napisane na tyle ,,BT Caroline Flower”,
a pod tym duża cyferka 7. Chłopcy mieli
te same stroje, tylko z innym nazwiskiem i numerkiem. Za mną i Danielem szła
reszta drużyny, a więc Tom, Brian i Dominic. Byliśmy jak wielka rodzica. Oni
jak duże dzieci, którymi ja miałam się
zajmować.
Dzisiejszy mecz rozgrywaliśmy z
niezawodowcami. Ponoć to jakaś piątka chłopaków z słynnego zespołu, o którym ja
osobiście też trochę słyszałam. Grali na cele charytatywne i pewnie myśleli, ze
przez to damy im wygrać. Nic z tych rzeczy – nasza drużyna miała swój honor i
dumę i nie poddawaliśmy się bez walki.
Gdy weszliśmy na hale od razu powitały
nas krzyki i oklaski. Zebrało się naprawdę sporo ludzi jak na zwykły pojedynek.
Uśmiechnęłam się do naszych kibiców przyjaźnie, zanim spostrzegłam, że to nie
dla nas przygotowali te powitanie. Ich wszystkie twarze skierowane były w inną
stronę, a mianowicie, w stronę, w której w tym samym czasie co my, weszła
piątka chłopaków.
- Nick, widzisz tego z numerem 9? –
zapytał Daniel, wskazując na mulata z przeciwnej drużyny. Dominic skinął głową.
– Jest twój.
..Jest twój” takim określeniem Daniel
przypasowywał każdemu z naszej drużyny, chłopaka za którego ma być
odpowiedzialny, czyli prościej: nie dopuszczać go do piłki.
Tym sposobem Dominic dostał mulata, Tom
blondyna, Brian chłopaka o orzechowych oczach.
- Ja biorę szóstkę – oznajmił Daniel,
rzucając wzrok na bruneta o niebieskich oczach. – Caro, twoja jest dwójka.
Spojrzałam na chłopaka, który na
plecach niebieskiej koszulki miał wyszytą dużą dwójkę. Przejrzałam go od stóp
po głowę. Był potężnej budowy, całkiem przystojny, o kędzierzawych, ciemnych włosach, które
sterczały mu we wszystkie strony oraz o zielonych oczach. Miał duże ręce,
wydawał się najniebezpieczniejszy z całej drużyny.
- Chyba żartujesz – rzuciłam
oskarżycielskim tonem.
,,Dwójka” był najwyższym chłopakiem z
ich drużyny, a ja, niemość, ze dziewczyna, to jeszcze strasznie drobna. Już
nawet Danielowi, który był średniego wzrostu byłam za małą o głowę.
- Wiem, że sobie poradzisz – zaśmiał
się leniwie blondyn, za co lekko go popchnęłam uśmiechając się jadowicie.
W tym momencie na środek podszedł
wąsaty mężczyzna w podeszłym wieku, trzymający w jednej ręce mikrofon, w
drugiej – notes.
- Pragnę przywitać obie drużyny, które
nas dzisiaj zaszczyciły – powiedział zaglądając w notes. – Powitajmy zespół One
Direction z Londynu oraz drużynę Big Team z Greenwich.
Na hali rozbiegły się donośne okrzyki i
oklaski. Spojrzałam na naszych rywali. Stali spokojnie, uśmiechając się i
żartując z czegoś. ,,Dwójka” odwróciła się do mnie tyłem, tak, ze przymrużając
oczy mogłam dostrzec mały napis ,,Harry Styles”. Więc Harry. Słyszałam głos
mężczyzny wywołujący i przedstawiający sędziów, ale jakoś nie bardzo mnie to
interesowała, więc nadal skupiałam się na naszych rywalach. W pewnym momencie
blondyn z ich drużyny szepnął coś Harry’emu, na co ten odwrócił się w moją
stronę i uśmiechnął. Szybko odwróciłam wzrok czując jak oblewam się rumieńcem,
więc, żeby jakos to ukryć wdałam się w rozmowę między moją druzyną.
Po kilku minutach mężczyzna wywołał nas
na środek prosząc do siebie kapitana z każdej drużyny. Z naszej poszedł
oczywiście Daniel, u nich, jak się spodziewałam, Harry. Chłopcy podali sobie
dłoń, niby normalnie, ale widziałam jak Daniel patrzy się na loczka,
przyszywając go spojrzeniem. Nasza drużyny rozstawiła się już po hali, podobnie
jak nasi przeciwnicy. Tylko Daniel i Harry pozostali na środku, oboje
wyciągając do góry prawą rękę. Mężczyzna coś im szepnął, po czym odwrócił się w
stronę sędziów. Usłyszeliśmy gwizdek i piłka strzeliła w powietrze. Odbił ją
Daniel, mimo, ze być niższy od bruneta. Przechwycił ją Tom, który sprawnym
ruchem zaczął biec, kozłując ja, w stronę kosza przeciwników. Reszta zespołu
zrobiła to samo. Daniel skoczył do trumny dostając szybką piłkę od Tommy’iego,
i robiąc dwutakt rzucił w górę. Piłka przeturlała się po czerwonej obręczy
wpadając prosto do kosza.
Usłyszeliśmy kolejny gwizdek. Plazma na
ścianie pokazywała 2-0. Zaczynało One Direction. Mulat podał do blondyna, który
mimo uważnego krycia przez Toma, zmylił go i ruszył przed siebie. Chciał podać
do Harry’ego, ale nie udało mu się, bo wyskoczyłam przed niego i złapałam
piłkę. Kozłowałam, omijając loczka i puściłam ją do Daniela. Ten podał
Brianowi, który stal przygotowany przed trumną. Chłopak chciał zrobić dwutakt,
ale zablokował go mulat. Z konieczności podał do tyłu Dominicowi, który nie
wykonując żadnego ruchu nogami, szybko oddał ją mnie. Niestety, byłam za niska
żeby ja uchwycić i zamiast tego dostał ją Harry, który wykonał szybki obrót i
zaczął biec w przeciwna stronę. Nie mogłam dopuścić do kosza z ich strony,
dlatego wykorzystałam zdolności mojego szybkiego biegu i wparowałam przed
chłopaka, popychając go. Ten upadł na ziemie, a w tej samej chwili dobiegł mnie
dźwięk gwizdka. Sędzia podbiegł do chłopaka, przedtem obsypując mnie wrogim
spojrzeniem. Z racji musu, podeszłam do Harry’ego, który zdążył już dojsć do
pozycji siedzącej i podałam mu rękę, bełkotając jakieś przeprosiny.
Spodziewałam się, ze pośle mi jakieś wrogie spojrzenie lub nie przyjmie ręki (
ja bym tak zrobiła ), ale zamiast tego pozwolił sobie pomóc i uśmiechnął się
łobuzersko.
- Nic się nie stało – szepnął wpatrując
się w moje oczy.
Oczywiście nie obeszło się bez kary. Na
szczęście nie było to blisko kosza, więc Harry musiał podać piłkę bliżej ich
kosza, niż naszego. Znowu gwizdek i piłka wyleciała do chłopaka o orzechowych
oczach, który sprawnie myląc Briana podał ją do blondyna. Ten kozłując przez
połowę boiska rzucił ją do przodu. Złapał ją mulat, który dokończył plany
kolegi i skacząc jeszcze przed trumna rzucił do kosza, z miejsca z trzy punkty.
Czerwona tablica pokazywała 2-3.
Sędzia zagwizdał i wręczył piłkę
Danielowi, który zaczynając podał ją mnie. W lewej strony grasował Harry, który
nie ustępował mnie na krok, więc nie miałam możliwości biegu. Oddałam piłkę
Tommy’iemu, który sam do mnie podbiegł.
- Zacięta gra, prawda? – usłyszałam
głos loczka. Odwróciłam się w lewo i spojrzałam do góry (tak, był bardzo wysoki
jak dla mnie). Szybko jednak zrozumiałam, że chce mnie zagadać, bym zapomniała
o grze. Ale nie udało mu się. Zignorowałam go i podbiegłam pod trumnę, czując
jak on biegnie za mną. Daniel, stojący po drugiej stronie zauważył mnie i
przerzucił przez boisko piłkę. Musiałam podskoczyć, żeby ja złapać, ale udało
się. Odwróciłam się na pięcie i stojąc idealnie pod koszem, rzuciłam piłkę w
górę. Gwizdek sędziego zapiszczał, a tablica pokazała nowy wynik: 4-3.
Poczułam okrzyk Daniela, który poklepał
mnie z zadowoleniem po ramieniu. Sama wysłałam Harry’emu złowrogi uśmiech,
który raczej mówił i-tak-nie-wygracie. Ten jednak wzruszył ramionami i szeroko
się uśmiechnął pokazując białe zęby. Pokręciłam głową i dołączyłam do drużyny.
Zaczynało One Direction. Harry podał
piłkę blondynowi, po czym zaczał biec pod nasz kosz. Ja ruszyłam w przeciwna
stronę, tak, ze mniej więcej w połowie boiska prawie zderzyliśmy się. Dzięki
mnie brunet musiał ostro zahamować. Ale szybko ominął mnie, a ja pobiegłam za
nim. Biegliśmy tak ramię w ramię.
- Jesteś dobra – powiedział w biegu.
- Wiem – odpowiedziałam. – Ale daruj
sobie, i tak nie damy wam wygrać.
Zobaczyłam jak trzymający piłkę mulat
rzuca ją w naszą stronę. Już miałam podskoczyć do góry, by ja złapać, gdy
stojący za mną Harry odbił się, planując to samo co ja. Nie wiem jak to się
stało, ale nagle poczułam silne uderzenie w głowę, cały świat zaczął wirować, a
moje bezwładne ciało upadło na podłogę. Usłyszałam krzyk Daniela i poczułam
czyjeś ręce na mojej twarzy. Chciałam otworzyć oczy, ale moje powieki zdawały
być się za ciężkie. Nagle wszelkie głosy ucichły, a cały świat przybrał czarny
kolor.
------------------
Hej xx
Mam nadzieję, ze pierwszy rozdział sie podobał :)
Nie wiem czy ktos to bedzie czytać, no ale..
Z góry dziekuje za kazdy pzostawiony komentarz ;)
Aaa...zapowiada się świetnie ;)
OdpowiedzUsuń