Zmrużyłam
lekko oczy i nie spuszczałam wzroku z Harry’ego, który znalazł się naprzeciw mnie
zanim zdążyłam coś powiedzieć. Zdawało mi się, że jego zielone oczy zabłysnęły.
Ubrany w jeansy, które przylegały do niego jak druga skóra i w skórzaną kurtkę.
-
Cześć – rzucił i uśmiechnął się leniwie.
-
Cześć? – usłyszałam głos Briana. – Co ty tu robisz?
Harry
wzruszył ramionami.
-
Przyjechałem zabrać Caroline do domu.
Brian
zaśmiał się, ale nie był to rodzaj prawdziwego śmiechu, jaki można było usłyszeć
kilka razy dziennie, ale lekceważący, wręcz ironiczny.
-
Wybacz ale my się tym już zajmujemy – powiedział Dominic i kiwnął głową na
Briana, który trzymał w ręku mój bagaż.
-
Tak, Harry, nie potrzebnie się fatygowałeś – zaskoczyła mnie obojętność mojego
głosu i jego lodowatość, co brzmiało raczej jak syknięcie, wiec szybko
próbowałam się poprawić i dodać coś cieplejszym tonem: - ale dzięki.
Brunet uśmiechnął się niezauważalnie i raczej był to
smutny uśmiech. Spojrzałam na Briana, który przygryzał lekko wargę żeby nie
wybuchnąć śmiechem. Już wczoraj widziałam, że nie przypadli sobie do gustu. Wiedziałam
tez, że Brian chce pokazać Harry’emu, że to jego teren i on tu rządzi. Mój
charakter jednak nie pozwolił mu dać tej satysfakcji.
- Jedziemy na trening, chcesz jechać z nami? – zapytałam.
Poczułam no sobie wzrok Briana, ale zignorowałam go. Stwierdziłam, że jestem
winna coś Harry’emu za wczorajszy dzień, który mi zafundował.
- I co on tam będzie robił? – rzucił pogardliwie Brian.
- Ja nie trenuję, więc możemy siedzieć i patrzeć –
powiedziałam i zauważyłam, że Harry’emu spodobał się ten pomysł.
- Ja nie widzę problemu – Dominic na szczęście miał złote
serce i nie potrafił nikomu odmówić. – No więc jedziemy?
Harry wyraźnie poczuł ulgę, bo głośno odetchnął. Nick
chwycił go za ramię i ruszyli przodem. Widziałam jak rozmawiali o czymś.
Cieszyłam się, ze przynajmniej oni znaleźli wspólny język, bo Daniel i Brian
nie bardzo za nim przepadali, choć tak naprawdę nie wiedziałam dlaczego.
- Caroline – szepnął Brian i chwycił mnie za nadgarstek,
kiedy zamierzałam ruszyć za dwójką chłopaków.
- Hm?
Patrzałam na sylwetki Nicka i Harry’ego, które robiły się
coraz mniejsze. Czekałam na jakieś słowa, ale odpowiedziała mi cisza, więc spojrzałam
na Briana. Jego złote oczy uważnie mi się przyglądały. Nic nie mówił, ale tez
nie odrywał ode mnie wzroku. Był tak blisko, że czułam jego ciepły oddech na swoim
czole. Nigdy nie dziwiło mnie, dlaczego tak działa na dziewczyny. Jego wygląd i
uwodzicielski ton, to wystarczyło, żeby miał każdą. A jeszcze te oczy, o
których marzy każda kobieta i te pełne usta, które teraz z każdą milisekundą
były coraz bliżej moich. Bliżej i bliżej..
- Jesteś pewna, że możesz mu ufać? – zapytał cicho, a ja
poczułam jak wypuszczam powietrze z płuc, zdając sobie sprawę, że przez chwilę
je wstrzymywałam.
- Tak – odpowiedziałam nieco głośniej. – Chodźmy już, na
pewno czekają.
Brian skinął głową i oboje ruszyliśmy przez korytarz.
Cieszyłam się, że wreszcie opuszczam szpital, a jednocześnie zastanawiałam się nad
Brianem. O czym ja sobie przed chwilą myślałam? Gdy wydawało mi się, że jego
usta są coraz bliżej? Czy ja w ogóle myślałam? Zdawało mi się, że serce
szybciej biło. Nie, to tylko złudzenie, pomyślałam i postanowiłam już nigdy o
tym nie myśleć.
Do hali, w której zawsze odbywały się nasze treningi
dojechaliśmy bardzo szybko, i równie szybko znaleźliśmy się w środku. Od razu
zauważyłam trójkę postaci, która siedziała na ławce, najwidoczniej robiąc sobie
przerwę.
Daniel, Thomas i jeszcze ktoś, kogo nigdy nie widziałam.
Dziewczyna wyglądała na mój wiek. Również nie była
wysoka, a chyba nawet niższa ode mnie. Miała rudoblond, długie włosy i dużo
zielone oczy. Krótkie spodenki i obcisła bluzka podkreślała jej szczupłą
figurę. Na pierwszy rzut oka wydawała się jakby uciekła z castingów na modelkę,
może przez jej urodę albo makijaż (dziwne, ze jeszcze jej się nie rozpłynął),
ale szybko zorientowałam się, że jest za niska jak na modelkę.
- Cześć Caroline! – krzyknął Thomas i podbiegł, żeby mnie
uściskać. Podniósł mnie i zakręcił w powietrzu, a ja wydałam z siebie krótki
krzyk. Zaśmiałam się, gdy już mnie odłożył.
- Hej Tommy – powiedział Brian ze swoim uśmieszkiem, a
zaraz potem zaczęli się przedrzeźniać. Przewróciłam oczami i ruszyłam stronę Daniela.
- Czeeeeeść – uśmiechnęłam się szeroko i usiadłam obok
swojego przyjaciela. Przy okazji zauważyłam jak dziewczyna obrzuca mnie spojrzeniem,
z którego nie umiałam nic wyczytać. – nadal zły?
W sumie nie rozumiałam o co mu chodzi, i to jeszcze
bardziej mnie irytowało.
- Dlaczego go tu przyprowadziłaś? – odpowiedział pytaniem.
Nie musiał mówić imienia, żebym wiedziała o kogo chodzi. Westchnęłam cicho.
- To mój kolega.
- Kolego czy ktoś więcej? – chciał wiedzieć i wtedy na
mnie spojrzał. Czułam, jakby świdrował mnie spojrzeniem.
- Tylko – odpowiedziałam krótko i stanęłam. Podeszłam do
dziewczyny. – Hej, jestem Caroline.
Podałam jej dłoń. Spojrzała najpierw na nią, potem na
mnie, a potem znowu na nią.
- Nicole – powiedziała półszeptem, ale nie uścisnęła
mojej ręki. Z zakłopotaniem cofnęłam ją i ruszyłam w stronę Harry’ego.
- Uwierz mi, że oglądanie treningów to bardzo nudząca rzecz
– powiedziałam z uśmiechem i pociągnęłam go na ławkę, która znajdowała się jak
najdalej Nicole i Daniela.
- Myślę, że jakoś przeżyje. A może się czegoś nauczę? Nie
jestem najlepszy w koszykówce.
- Wszystkiego da
się nauczyć – rzuciłam i w ciszy zaczęłam przypominać sobie własne początki.
Obserwowaliśmy treningi. Mogę śmiało powiedzieć, ze nie
podobały mi się trzy rzeczy.
a)
Nicole okazała się być genialna i trafiała więcej koszów niż chłopaki.
b) Daniel wydawał się
doskonale bawić w jej towarzystwie.
c)Brian
co chwile patrzał na mnie i na Harry’ego i piorunował go wzrokiem
Cieszyłam
się przynajmniej z faktu, że nie wprowadzili żadnej nowej taktyki. Nie miałam
zamiaru nadrabiać wszystkich zmian jakie wprowadzili. Może wreszcie o mnie
pomyśleli? W każdym razie dziwnie się czułam, kiedy to nie ja grałam, tylko
patrzyłam, jak ktoś mnie zastępuje. Przypomniałam sobie słowa Briana ,, Pewnie trenuje z naszą nową wspólniczką, chyba wpadła mu w oko, w
sumie nie dziwię mu się, może gdybym pierwszy sobie ja upatrzył…”. Myślałam, że
mnie podpuszcza, ale gdy patrzyłam na jej ruchy, na jej urodę, na zero spudłowanych
trafień, na ilość punktów rzuconych za 3, na to, jak świetnie dogaduje się z
chłopakami… A potem uświadomiłam sobie, że takie tortury dla moich oczu czekają
mnie przez miesiąc. I stwierdziłam, ze tego nie zniosę.
-
Harry – powiedziałam, a chłopak natychmiast podniósł na mnie swój wzrok. –
Możemy gdzieś iść? Zgłodniałam.
Tak
naprawdę mój głód był tylko wymówką, żeby pójść gdzieś, gdzie nie będzie tej
sex bomby.
-
Jasne – odpowiedział z uśmiechem. – Gdzie chcesz iść?
-
Tu za rogiem jest McDonald – rzuciłam tylko i poszłam w stronę wyjścia. Zanim
jednak otworzyłam drzwi, jeszcze raz spojrzałam na piątkę zawodników grających w
kosza. I zauważyłam jedyne wpatrujące się we mnie złote oczy.
-
Dwa cheeseburgery, jedna tortilla, duże frytki, dziewięć nuggetsów oraz średnia
cola? – zapytał Harry z rozszerzonymi ustami, kiedy powiedziałam mu, co ma
zamówić.
-
No tak, nie jadłam od kilku godzin - rzuciłam obojętnie.
Chłopak
tylko zaśmiał się i ruszył w stronę kasy. Na szczęście nie było prawie w ogóle
ludzi, dlatego obeszło się bez staranowania mnie, jak ostatnim razem, gdy
pokazaliśmy się w miejscu publiczny, W duchu modliłam się tylko, żeby nie
przyszła tu nagle jakaś wycieczka szkolna.
Odniosłam
wrażenie, ze Nicole mnie nie lubi już kiedy pierwszy raz na mnie spojrzała. No nie
obstawiałam, że od razu zostaniemy BFF, w końcu za miesiąc już jej tu nie
będzie, ale nie chciałam sobie robić z niej wroga. Już wystarczyło, że Daniel i
Brian nie bardzo lubią Harry’ego, po co nam jeszcze wojna miedzy dwiema
dziewczynami?
Harry
pojawił się błyskawicznie z tacą zamówionych przeze mnie produktów, tylko, że
podwójnie. Zmarszczyłam brwi, kiedy postawił jedzenie na naszym stoliku.
-
Myślałam, że zamówisz sałatkę i wodę – prychnęłam z udawaną aprobatą.
-
Też nic nie jadłem od rana – wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Chwyciłam
najpierw oba cheeseburgery i pochłonęłam je w kilku gryzach. Później zajęłam się
frytkami, które moczyłam w sosie barbecue (tak naprawdę był on przeznaczone na
nuggetsy). Kolejnie zjadłam tortille, która okazała się być tak ostra, że po
jej wchłonięciu musiałam wypić prawie całą colę. Bolał mnie już brzuch, ale
mimo tego starałam się wepchnąć jeszcze nuggetsy, ale przy drugim
zrezygnowałam.
-
To… już… za… wiele – wyjąkałam i odsunęłam od siebie jedzenie.
-
Znam ten ból – powiedział Harry i pokazał mi swojego nadgryzionego cheeseburgera
i całą niezjedzona tortille.
Zaśmiałam
się i chwyciłam nuggetsa w ręce. Rzuciłam nim w stronę Harry’ego. Kurczak
wylądował na jego głowie. W tej samej chwili wybuchnę łam głośnym śmiechem.
-
Wojna? – zamruczał cicho Harry i rozpakował tortille. W jednej chwili wrzucił
całą jej zawartość na mojej głowie. Przestałam się śmiać i dotknęłam mojej
głowy czując zaplątane we włosach: sałatkę, pomidora, jakiś sos i wiele innych
rzeczy.
-
Osz ty! – chwyciłam kolejne na nuggetsy, Jeden trafił prosto w oko, a drugi w
usta.
Harry
chwycił się za oko. Przez chwile myślałam, ze jęki które wydobywa to przez ból,
ale później okazało się to być jego śmiechem.
Chwycił
do ręki mięso w cheeseburgerze.
-
O nie, nie, nie, nie – wyjąkałam i w ostatniej chwili zdążyłam się schować,
tak, że mięso uderzyło w ścianę.
-
Proszę państwa! Co wy.. co tu się dzieje?! – zabrzmiał jakiś srogi głos.
Spojrzałam w stronę jego początku i zobaczyłam niską kobietę w średnim wieku.
Na jej białej koszulce przypięta była plakietka, z której odczytałam tyko
,,dyrektor…”, a drugiego słowa nie zdążyłam.
-
Ym.. My tylko.. – zaczęłam.
Kobieta
podeszła do naszego stolika i zmierzyła nad wzrokiem.
-
Myślę, ze skończyliście już jeść, tak?
Widziałam
jak Harry z trudem opanowuje śmiech. Oboje skinęliśmy głowami i wymamrotaliśmy jakieś
przeprosiny. Szybko zniknęliśmy za szklanymi drzwiami.
- Wracamy na hale? – zapytał Harry.
- Mhm – przytaknęłam i zatrzymałam się w pół kroku.
Chłopak zrobił to sami. Parsknęłam śmiechem widząc
siniaka pod jego okiem.
- Czy twoi styliści jakoś to zamaskują?
- Raczej tak, ale wiesz – zniżył głos. – Jak fanki się
dowiedzą, że zaatakowałaś Harry’ego Stylesa możesz nie wyjść z tego cało.
Oboje zaśmialiśmy się i ruszyliśmy w stronę hali. To
musiało wyglądać idiotycznie, kiedy dwójka młodych ludzi idzie ulicą z
jedzeniem we włosach. Harry miał nuggetsa, chociaż chyba o tym nie wiedział, a
ja czułam na sobie wszystkie dodatki, które zdobiły tortille i aż bałam się
pomyśleć co tam znajdę.
- Musimy to powtórzyć – powiedziałam rozbawiona, kiedy
znaleźliśmy się przed drzwiami hali.
Wiatr lekko szarpał moje włosy. Zauważyłam na chodniku kawałek
pomidora i już wiedziałam skąd się tam znalazł, a raczej skąd spadł. Zastanawiałam się co
zademonstrowała Nicole chłopakom, kiedy mnie nie było, a w mojej głowie roiło
się od obrazów jej osoby, która z końca hali rzuca do kosza z zamkniętymi
oczami albo jak robi piruety w powietrzu, by po chwili zawiesić się na koszu i
zdobyć uznanie.
- Z tobą zawsze – powiedział cicho.
Nie wiem jak to się stało, ale nagle moja ręka
poszybowała do jego włosów i wyciągnęła z niego nuggetsa. Chłopak zaśmiał się.
- Miałeś we włosach - burknęłam czując jak moje policzki ogarnia róż.
Zapadła cisza, a my staliśmy na zimnym wietrze patrząc
sobie w oczy.
Chłopak dotknął dłońmi mojego policzka. Widziałam jego
hipnotyzujące, zielone tęczówki. Zbliżały się do mnie. On się do mnie zbliżał.
Czułam to, co zaraz miało nastąpić i nie byłam na to przygotowana. Kompletnie
nie wiedziałam jak zareagować widząc Harry’ego, który przybliża swoją twarz do
mojej.
I kiedy nasze usta dzieliło zaledwie kilka milimetrów
oboje zamknęliśmy oczy. Czułam jego, niespokojny, na moich ustach i wiedziałam,
że w tym samym miejscu za chwilę poczuję jego wargi.
Ale nie
zdążyliśmy pokonać dzielącej nas bariery, bo nagle coś trzasnęło i dobiegł mnie
czyjś głos.
- A co wy do cholery robicie?
Daniel, pomyślałam i szybko odsunęłam się od Harry'ego.