poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział VI ,,Wróg".



Zmrużyłam lekko oczy i nie spuszczałam wzroku z Harry’ego, który znalazł się naprzeciw mnie zanim zdążyłam coś powiedzieć. Zdawało mi się, że jego zielone oczy zabłysnęły. Ubrany w jeansy, które przylegały do niego jak druga skóra i w skórzaną kurtkę.
- Cześć – rzucił i uśmiechnął się leniwie.
- Cześć? – usłyszałam głos Briana. – Co ty tu robisz?
Harry wzruszył ramionami.
- Przyjechałem zabrać Caroline do domu.
Brian zaśmiał się, ale nie był to rodzaj prawdziwego śmiechu, jaki można było usłyszeć kilka razy dziennie, ale lekceważący, wręcz ironiczny.
- Wybacz ale my się tym już zajmujemy – powiedział Dominic i kiwnął głową na Briana, który trzymał w ręku mój bagaż.
- Tak, Harry, nie potrzebnie się fatygowałeś – zaskoczyła mnie obojętność mojego głosu i jego lodowatość, co brzmiało raczej jak syknięcie, wiec szybko próbowałam się poprawić i dodać coś cieplejszym tonem: - ale dzięki.
            Brunet uśmiechnął się niezauważalnie i raczej był to smutny uśmiech. Spojrzałam na Briana, który przygryzał lekko wargę żeby nie wybuchnąć śmiechem. Już wczoraj widziałam, że nie przypadli sobie do gustu. Wiedziałam tez, że Brian chce pokazać Harry’emu, że to jego teren i on tu rządzi. Mój charakter jednak nie pozwolił mu dać tej satysfakcji.
            - Jedziemy na trening, chcesz jechać z nami? – zapytałam. Poczułam no sobie wzrok Briana, ale zignorowałam go. Stwierdziłam, że jestem winna coś Harry’emu za wczorajszy dzień, który mi zafundował.
            - I co on tam będzie robił? – rzucił pogardliwie Brian.
            - Ja nie trenuję, więc możemy siedzieć i patrzeć – powiedziałam i zauważyłam, że Harry’emu spodobał się ten pomysł.
            - Ja nie widzę problemu – Dominic na szczęście miał złote serce i nie potrafił nikomu odmówić. – No więc jedziemy?
            Harry wyraźnie poczuł ulgę, bo głośno odetchnął. Nick chwycił go za ramię i ruszyli przodem. Widziałam jak rozmawiali o czymś. Cieszyłam się, ze przynajmniej oni znaleźli wspólny język, bo Daniel i Brian nie bardzo za nim przepadali, choć tak naprawdę nie wiedziałam dlaczego.
            - Caroline – szepnął Brian i chwycił mnie za nadgarstek, kiedy zamierzałam ruszyć za dwójką chłopaków.
            - Hm?
            Patrzałam na sylwetki Nicka i Harry’ego, które robiły się coraz mniejsze. Czekałam na jakieś słowa, ale odpowiedziała mi cisza, więc spojrzałam na Briana. Jego złote oczy uważnie mi się przyglądały. Nic nie mówił, ale tez nie odrywał ode mnie wzroku. Był tak blisko, że czułam jego ciepły oddech na swoim czole. Nigdy nie dziwiło mnie, dlaczego tak działa na dziewczyny. Jego wygląd i uwodzicielski ton, to wystarczyło, żeby miał każdą. A jeszcze te oczy, o których marzy każda kobieta i te pełne usta, które teraz z każdą milisekundą były coraz bliżej moich. Bliżej i bliżej..
            - Jesteś pewna, że możesz mu ufać? – zapytał cicho, a ja poczułam jak wypuszczam powietrze z płuc, zdając sobie sprawę, że przez chwilę je wstrzymywałam.
            - Tak – odpowiedziałam nieco głośniej. – Chodźmy już, na pewno czekają.
            Brian skinął głową i oboje ruszyliśmy przez korytarz. Cieszyłam się, że wreszcie opuszczam szpital, a jednocześnie zastanawiałam się nad Brianem. O czym ja sobie przed chwilą myślałam? Gdy wydawało mi się, że jego usta są coraz bliżej? Czy ja w ogóle myślałam? Zdawało mi się, że serce szybciej biło. Nie, to tylko złudzenie, pomyślałam i postanowiłam już nigdy o tym nie myśleć.


            Do hali, w której zawsze odbywały się nasze treningi dojechaliśmy bardzo szybko, i równie szybko znaleźliśmy się w środku. Od razu zauważyłam trójkę postaci, która siedziała na ławce, najwidoczniej robiąc sobie przerwę.
            Daniel, Thomas i jeszcze ktoś, kogo nigdy nie widziałam.
            Dziewczyna wyglądała na mój wiek. Również nie była wysoka, a chyba nawet niższa ode mnie. Miała rudoblond, długie włosy i dużo zielone oczy. Krótkie spodenki i obcisła bluzka podkreślała jej szczupłą figurę. Na pierwszy rzut oka wydawała się jakby uciekła z castingów na modelkę, może przez jej urodę albo makijaż (dziwne, ze jeszcze jej się nie rozpłynął), ale szybko zorientowałam się, że jest za niska jak na modelkę.
            - Cześć Caroline! – krzyknął Thomas i podbiegł, żeby mnie uściskać. Podniósł mnie i zakręcił w powietrzu, a ja wydałam z siebie krótki krzyk. Zaśmiałam się, gdy już mnie odłożył.
            - Hej Tommy – powiedział Brian ze swoim uśmieszkiem, a zaraz potem zaczęli się przedrzeźniać. Przewróciłam oczami i ruszyłam stronę Daniela.
            - Czeeeeeść – uśmiechnęłam się szeroko i usiadłam obok swojego przyjaciela. Przy okazji zauważyłam jak dziewczyna obrzuca mnie spojrzeniem, z którego nie umiałam nic wyczytać. – nadal zły?
            W sumie nie rozumiałam o co mu chodzi, i to jeszcze bardziej mnie irytowało.
            - Dlaczego go tu przyprowadziłaś? – odpowiedział pytaniem. Nie musiał mówić imienia, żebym wiedziała o kogo chodzi. Westchnęłam cicho.
            - To mój kolega.
            - Kolego czy ktoś więcej? – chciał wiedzieć i wtedy na mnie spojrzał. Czułam, jakby świdrował mnie spojrzeniem.
            - Tylko – odpowiedziałam krótko i stanęłam. Podeszłam do dziewczyny. – Hej, jestem Caroline.
            Podałam jej dłoń. Spojrzała najpierw na nią, potem na mnie, a potem znowu na nią.
            - Nicole – powiedziała półszeptem, ale nie uścisnęła mojej ręki. Z zakłopotaniem cofnęłam ją i ruszyłam w stronę Harry’ego.
            - Uwierz mi, że oglądanie treningów to bardzo nudząca rzecz – powiedziałam z uśmiechem i pociągnęłam go na ławkę, która znajdowała się jak najdalej Nicole i Daniela.
            - Myślę, że jakoś przeżyje. A może się czegoś nauczę? Nie jestem najlepszy w koszykówce.
            -  Wszystkiego da się nauczyć – rzuciłam i w ciszy zaczęłam przypominać sobie własne początki.
            Obserwowaliśmy treningi. Mogę śmiało powiedzieć, ze nie podobały mi się trzy rzeczy.
       a) Nicole okazała się być genialna i trafiała więcej koszów niż chłopaki.
b) Daniel wydawał się doskonale bawić w jej towarzystwie.
c)Brian co chwile patrzał na mnie i na Harry’ego i piorunował go wzrokiem
Cieszyłam się przynajmniej z faktu, że nie wprowadzili żadnej nowej taktyki. Nie miałam zamiaru nadrabiać wszystkich zmian jakie wprowadzili. Może wreszcie o mnie pomyśleli? W każdym razie dziwnie się czułam, kiedy to nie ja grałam, tylko patrzyłam, jak ktoś mnie zastępuje. Przypomniałam sobie słowa Briana ,, Pewnie trenuje z naszą nową wspólniczką, chyba wpadła mu w oko, w sumie nie dziwię mu się, może gdybym pierwszy sobie ja upatrzył…”. Myślałam, że mnie podpuszcza, ale gdy patrzyłam na jej ruchy, na jej urodę, na zero spudłowanych trafień, na ilość punktów rzuconych za 3, na to, jak świetnie dogaduje się z chłopakami… A potem uświadomiłam sobie, że takie tortury dla moich oczu czekają mnie przez miesiąc. I stwierdziłam, ze tego nie zniosę.
- Harry – powiedziałam, a chłopak natychmiast podniósł na mnie swój wzrok. – Możemy gdzieś iść? Zgłodniałam.
Tak naprawdę mój głód był tylko wymówką, żeby pójść gdzieś, gdzie nie będzie tej sex bomby.
- Jasne – odpowiedział z uśmiechem. – Gdzie chcesz iść?
- Tu za rogiem jest McDonald – rzuciłam tylko i poszłam w stronę wyjścia. Zanim jednak otworzyłam drzwi, jeszcze raz spojrzałam na piątkę zawodników grających w kosza. I zauważyłam jedyne wpatrujące się we mnie złote oczy.


- Dwa cheeseburgery, jedna tortilla, duże frytki, dziewięć nuggetsów oraz średnia cola? – zapytał Harry z rozszerzonymi ustami, kiedy powiedziałam mu, co ma zamówić.
- No tak, nie jadłam od kilku godzin - rzuciłam obojętnie.
Chłopak tylko zaśmiał się i ruszył w stronę kasy. Na szczęście nie było prawie w ogóle ludzi, dlatego obeszło się bez staranowania mnie, jak ostatnim razem, gdy pokazaliśmy się w miejscu publiczny, W duchu modliłam się tylko, żeby nie przyszła tu nagle jakaś wycieczka szkolna.
Odniosłam wrażenie, ze Nicole mnie nie lubi już kiedy pierwszy raz na mnie spojrzała. No nie obstawiałam, że od razu zostaniemy BFF, w końcu za miesiąc już jej tu nie będzie, ale nie chciałam sobie robić z niej wroga. Już wystarczyło, że Daniel i Brian nie bardzo lubią Harry’ego, po co nam jeszcze wojna miedzy dwiema dziewczynami?
Harry pojawił się błyskawicznie z tacą zamówionych przeze mnie produktów, tylko, że podwójnie. Zmarszczyłam brwi, kiedy postawił jedzenie na naszym stoliku.
- Myślałam, że zamówisz sałatkę i wodę – prychnęłam z udawaną aprobatą.
- Też nic nie jadłem od rana – wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Chwyciłam najpierw oba cheeseburgery i pochłonęłam je w kilku gryzach. Później zajęłam się frytkami, które moczyłam w sosie barbecue (tak naprawdę był on przeznaczone na nuggetsy). Kolejnie zjadłam tortille, która okazała się być tak ostra, że po jej wchłonięciu musiałam wypić prawie całą colę. Bolał mnie już brzuch, ale mimo tego starałam się wepchnąć jeszcze nuggetsy, ale przy drugim zrezygnowałam.
- To… już… za… wiele – wyjąkałam i odsunęłam od siebie jedzenie.
- Znam ten ból – powiedział Harry i pokazał mi swojego nadgryzionego cheeseburgera i całą niezjedzona tortille.
Zaśmiałam się i chwyciłam nuggetsa w ręce. Rzuciłam nim w stronę Harry’ego. Kurczak wylądował na jego głowie. W tej samej chwili wybuchnę łam głośnym śmiechem.
- Wojna? – zamruczał cicho Harry i rozpakował tortille. W jednej chwili wrzucił całą jej zawartość na mojej głowie. Przestałam się śmiać i dotknęłam mojej głowy czując zaplątane we włosach: sałatkę, pomidora, jakiś sos i wiele innych rzeczy.
- Osz ty! – chwyciłam kolejne na nuggetsy, Jeden trafił prosto w oko, a drugi w usta.
Harry chwycił się za oko. Przez chwile myślałam, ze jęki które wydobywa to przez ból, ale później okazało się to być jego śmiechem.
Chwycił do ręki mięso w cheeseburgerze.
- O nie, nie, nie, nie – wyjąkałam i w ostatniej chwili zdążyłam się schować, tak, że mięso uderzyło w ścianę.
- Proszę państwa! Co wy.. co tu się dzieje?! – zabrzmiał jakiś srogi głos. Spojrzałam w stronę jego początku i zobaczyłam niską kobietę w średnim wieku. Na jej białej koszulce przypięta była plakietka, z której odczytałam tyko ,,dyrektor…”, a drugiego słowa nie zdążyłam.
- Ym.. My tylko.. – zaczęłam.
Kobieta podeszła do naszego stolika i zmierzyła nad wzrokiem.
- Myślę, ze skończyliście już jeść, tak?
Widziałam jak Harry z trudem opanowuje śmiech. Oboje skinęliśmy głowami i wymamrotaliśmy jakieś przeprosiny. Szybko zniknęliśmy za szklanymi drzwiami.
            - Wracamy na hale? – zapytał Harry.
            - Mhm – przytaknęłam i zatrzymałam się w pół kroku.
            Chłopak zrobił to sami. Parsknęłam śmiechem widząc siniaka pod jego okiem.
            - Czy twoi styliści jakoś to zamaskują?
            - Raczej tak, ale wiesz – zniżył głos. – Jak fanki się dowiedzą, że zaatakowałaś Harry’ego Stylesa możesz nie wyjść z tego cało.
            Oboje zaśmialiśmy się i ruszyliśmy w stronę hali. To musiało wyglądać idiotycznie, kiedy dwójka młodych ludzi idzie ulicą z jedzeniem we włosach. Harry miał nuggetsa, chociaż chyba o tym nie wiedział, a ja czułam na sobie wszystkie dodatki, które zdobiły tortille i aż bałam się pomyśleć co tam znajdę.
            - Musimy to powtórzyć – powiedziałam rozbawiona, kiedy znaleźliśmy się przed drzwiami hali.
            Wiatr lekko szarpał moje włosy. Zauważyłam na chodniku kawałek pomidora i już wiedziałam skąd się tam znalazł, a  raczej skąd spadł. Zastanawiałam się co zademonstrowała Nicole chłopakom, kiedy mnie nie było, a w mojej głowie roiło się od obrazów jej osoby, która z końca hali rzuca do kosza z zamkniętymi oczami albo jak robi piruety w powietrzu, by po chwili zawiesić się na koszu i zdobyć uznanie.
            - Z tobą zawsze – powiedział cicho.
            Nie wiem jak to się stało, ale nagle moja ręka poszybowała do jego włosów i wyciągnęła z niego nuggetsa. Chłopak zaśmiał się.
            - Miałeś we włosach - burknęłam czując jak moje policzki ogarnia róż.
            Zapadła cisza, a my staliśmy na zimnym wietrze patrząc sobie w oczy.
            Chłopak dotknął dłońmi mojego policzka. Widziałam jego hipnotyzujące, zielone tęczówki. Zbliżały się do mnie. On się do mnie zbliżał. Czułam to, co zaraz miało nastąpić i nie byłam na to przygotowana. Kompletnie nie wiedziałam jak zareagować widząc Harry’ego, który przybliża swoją twarz do mojej.
            I kiedy nasze usta dzieliło zaledwie kilka milimetrów oboje zamknęliśmy oczy. Czułam jego, niespokojny, na moich ustach i wiedziałam, że w tym samym miejscu za chwilę poczuję jego wargi.
  Ale nie zdążyliśmy pokonać dzielącej nas bariery, bo nagle coś trzasnęło i dobiegł mnie czyjś głos.
            - A co wy do cholery robicie? 
            Daniel, pomyślałam i szybko odsunęłam się od Harry'ego.



przepraszam, że ten rozdział jest taki torche do dupy, ale obiecuję, ze następny będzie lepszy i ciekawszy! :) xx

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział V ,,Wyjście".




~Harry~

Nie wyobrażałem sobie, że czas spędzony z Caroline, okaże się być tak wspaniały. Rzadko człowiek znajduje osoby, z którymi może siedzieć w ciszy, bez żadnego zażenowania. Ale od początku wiedziałem, ze ona jest inna. Może to właśnie moje przeczucie skłoniło mnie, bym bliżej ją poznał?
 Nie liczyliśmy czasu, który spędziliśmy na polanie. To dziwne, że zawiozłem ją właśnie w to miejsce. Miejsce, o którym tylko ja wiedziałem. Nie powiedziałem o nim nawet chłopakom z zespołu. Nikomu, aż do teraz. Wszyscy myślą, że ja, Harry Styles jestem, byłem i będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Gdyby znali prawdę… W każdym razie siedzieliśmy tam aż zachód słońca zamienił się w ciemną plamę otoczoną migoczącymi gwiazdami. To chyba musiało być długo, prawda?
Odwiozłem Caroline z powrotem do szpitala. W samochodzie była bardziej rozmowna niż na polanie. Mówiła, że jutro wychodzi. Nie powiedziałem jej tego, ale od razu zaplanowałem, ze to ja po nią przyjadę. Opowiedziała mi też o swoim zamiłowaniu do koszykówki. Naprawdę to jej hobby. Kochała ten sport tak, jak ja kochałem śpiewanie. To było coś niesamowitego. Ona była niesamowita. Jej oczy wydawały się być niebieskie, jednak w świetle zachodzącego słońca były niebiesko-zielone, a jej blond włosy nabrały truskawkowego połysku.
Gdy szliśmy pustymi korytarzami szpitala drżała. Widziałem, że nie przepada za szpitalami. W sumie ja też nie. To chyba kolejna rzecz, która nas łączy.
Najdziwniejsze stało się później.
Weszliśmy do jej pokoju, który miał pozostać pusty, tak jak go zostawiliśmy. Ale nie był. Na krześle siedział jakiś chłopak. I nie był to wcale ten jasnowłosy gbur, który piorunował mnie wzrokiem. Nie był to też ciemnowłosy chłopak i jego przyjaciel, o włosach tak jasnych, że aż białych.  Daniel, Dominic i Thomas, o ile pamiętałem. Te chłopak to na pewno nie był żaden z nich.
 Na początku nie bardzo go widziałem, dopóki nie wstał z krzesła i nie podszedł do nas. Do nas, mam na myśli Caroline. Nic nie mówiąc przytulił ją. Zauważyłem, ze był mojego wzrostu. Miał również brązowe włosy, tyle, że gładkie i zaczesane do tyłu. I jego oczy.. Nie umiałem znaleźć słowa opisujące je. Nie były ani piwne, ani brązowe. Miały barwę miodu. Tak, to był mód ale bardziej lśniący. Złoto? Jego tęczówki błyszczały i wytwarzały tysiące iskr. Były złote. Naprawdę złote.
 - Brian – powiedziała Caro głosem nieco głośniejszym od szeptu. To było trochę żenujące patrzeć jak dziewczyna przytula się z jakimś chłopakiem, a ja stałem obok i nie wiedziałem co zrobić.
- Jak się czujesz? – zapytał Brian odchylając głowę do tyłu i kładąc swoje ręce na jej ramionach.
- Dobrze, dzięki – odpowiedziała. Patrzyła na niego, a on na nią. Jakby zupełnie zapomnieli o tym, ze ja tu jestem.
Odchrząknąłem.
Podziałało i Caroline odwróciła się w moją stronę i spojrzała najpierw na mnie, potem na bruneta.
- Um, Brian, to jest Harry – powiedziała, gestem dłoni wskazując nam siebie. – Harry, to Brian, mój przyjaciel z drużyny.
Gdy wypowiedziała ,,przyjaciel” poczułem ulgę. W sumie mówiła mi dzisiaj, że nie ma chłopaka, a raczej żartowała, że go ma. Ale chyba wychodzi na to samo..
- Brian – powiedział chłopak podając mi dłoń. Z wahaniem uściskałem ją.
 - Harry.
 Brunet zaraz po uścisku szybko schował rękę, jakby moja go parzyła. Odwrócił się w stronę Caroline. Nie widziałem jego twarzy, bo stanął tyłem, ale byłem pewien, że się do niej uśmiecha, ponieważ Caro odwzajemniła to, podnosząc kąciki ust w górę. Wiem przecież, kiedy dziewczyna się uśmiecha, a kiedy odwzajemnia uśmiech. Lata obserwacji..
- Przepraszam, Caroline, że mnie wczoraj nie było – powiedział Brian. – Miałem bardzo wiele do załatwienia i.. –
 Nic nie szkodzi – przerwała mu. - Słuchaj, Brian, wiesz może kiedy odprawiacie te swoje castingi?
- Co? – zmarszczył brwi, by po chwili je unieść. – Ach tak. Daniel coś wspominał, że już ma zastępczynie.
- Zastępczynie? – teraz to Caroline wydawała się zdziwiona. – Znaczy, że dziewczyna?
Brian tylko skinął głową, natomiast dziewczyna nie próbowała ukryć zawiedzenia. A ja stałem w rogu i patrzyłem na jej lśniące włosy i błyszczące oczy. Postanowiłem dołączyć się do rozmowy, ale nie poszło po mojej myśli.
- Nie martw się, to tylko na miesiąc – powiedział Brian, gdy ja już otwierałem usta, żeby dokładnie to samo powiedzieć.
- Nie próbuj mnie nawet pocieszać, nienawidzę tego – stwierdziła ostro odsuwając się od chłopaka.
W tej chwili dziękowałem Bogu, że obdarował Briana szybszym refleksem.
 - Nie to miałem na myśli – odrzekł spokojnie, robiąc krok w stronę dziewczyny i chwytając ją za rękę. – Caroline.
Szczerze, nie podobało mi się to, w jaki sposób wymawiał jej imię. Ta jego tonacja głosu.. Był przystojny, nie dało się tego ukryć, a na dodatek używał uwodzącą tonację głosu. Pewnie wszystkie dziewczyny były jego. Wszystkie, z wyjątkiem Caroline, która kompletnie na to nie reagowała.
- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, Caro – powiedział, unosząc jej dłonie. Ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Brian nachylał się. Był o głowę wyższy od dziewczyny, która patrzyła prosto na niego. Brunet wyglądał tak, jakby chciał przerwać dzielącą ich barierę.
Nic z tego, pomyślałem. Planowałem im przerwać. A raczej mu. Już otwierałem, żeby coś powiedzieć. Cokolwiek, byli zwrócić ich uwagę. Ale cos mi przerwało. Odgłos, który przerodził się w jakąś melodie.
Dzwonek telefonu.
Brian odetchnął ciężko i wyjął z kieszeni wibrujący telefon. Spojrzał na wyświetlacz i nacisnął klawisz połączenia.
- Nie mogę teraz gadać, zadzwoń za kwadrans – powiedział ostrym tonem. – Nie, rozumiesz? Teraz nie mogę – spojrzał na Caroline. – No dobra, bądź za godzinę.
Nie czekając na odpowiedź rozłączył się.
- Kto dzwonił? – zapytała od razy Caroline podnosząc brew do góry.
- Nick – opowiedział, wzruszając ramionami – Gramy w Fife 14.
- Gracie? A może raczej ćwiczycie, żeby nie zostać pokonanym przez jakąś dziewczynę, znoooowu – ostatnie słowo przeciągnęła i zaśmiała się. –
Miałaś po prostu farta – wytknął jej język. – Następnym razem przegrasz, mam już nowe sposoby..
Oboje się zaśmiali. Zastanawiałem się czy oni w ogóle wiedzą, ze ja tu jestem. Czułem się niewidzialny. Stałem tylko i ich obserwowałem. Jak najpierw się przytulają, potem kłócą, a na końcu śmieją… Jak typowe, angielskie rodzeństwo, które jednocześnie się nienawidzi i kocha, które kłóci się z byle powodu, ale rozumieją się bez słów jak nikt. I wtedy tak bardzo zapragnąłem być na miejscy Briana czy nawet tego głąba, Daniel, którego miałem już okazję kiedyś poznać. Albo jak ten Nick i Thomas. To była rodzina składająca się z piątki dzieci. Dokładnie jak moja rodzina, One Direction, składająca się z piątki dzieci, które robią dokładnie to samo i to kochają. Louis, Zayn, Liam i Niall byli dla mnie jak bracia i odczuwałem, że Daniel, Brian, Dominic i Tommy są braćmi dla Caroline. Braćmi, nic więcej.
- To ja może będę już iść – powiedziałem. Niebieskie oczy dziewczyny i złote oczy chłopaka, w tym samym czasie odwróciły się w moją stronę. – Dobranoc, Caroline. Miło było cię poznać, Brian.
Oboje odpowiedzieli mi w tym samym czasie, tak, że nawet nie zrozumiałem co chociaż jedno z nich powiedziało. Usłyszałem natomiast śmiech Briana, a po chwili i chichot Caroline.


~Caroline~

Brian został jeszcze około dziesięciu minut od wyjścia Harry’ego. W sumie, spędziliśmy te kilkanaście minut na śmianiu się. Brian zawsze był tym ,,błaznem” naszej drużyny. Tak to było. Daniel był poważny i arogancji, jednak miał w sobie to coś, co przyciągało uwagę prawie każdej dziewczyny. Thomas był otwarty i rozmowny, potrafił zanudzać na śmierć, oraz opowiadać z zapałem różne historie, które mu się w życiu zdarzyły. Taka z niego otwarta księga. Dominic natomiast był tym miłym i sympatycznym, który nie potrafił nikomu nigdy niczego odmówić. A Brain, walący sucharami przy chłopakach, jednak na osobności stawał się kimś zupełnie innym. Czuły i romantyczny. To on miał miano tego ,,uwodzicielskiego”. Trudno się dziwić, był przystojny, pomocny i zabawny.
 To był piękny dzień. Nie wiem kiedy zasnęłam i nie wiem jak to się stało, ze obudziłam się następnego ranka rześka i pełna energii. Może dlatego, ze wiedziałam, ze to ten dzień, w którym wychodzę ze szpitala?
Wzięłam szybki prysznic i ubrałam miętowy sweter i czarne rurki. Nie miałam ochoty na szpitalne śniadanie. W każdym bądź razie, już o 10 rano byłam w pełni przygotowana na powrót do domu.
Nie musiałam długo czekać. Już kilkanaście minut później do mojego pokoju wszedł Brian i ktoś jeszcze. Te czarne włosy i ciemne oczy mogłabym poznać wszędzie.
- Hej, Caroline – powiedział Dominic, który wyłonił się zza Briana i stanął obok niego. Był ciut niższy, ale jego postawione włosy dodawały mu paru centymetrów.
Uśmiechnęłam się do obu na przywitanie. Nick od razy wyszedł z pokoju i zainteresował się młodą pielęgniarka na korytarzu, podchodząc do niej i zaczynając rozmowę, natomiast Brian nie spuszczał ze mnie złotych oczu.
- Pomóc ci? – zapytał zbliżając się do mnie, gdy zamykałam walizkę.
- Nie, dzięki – powiedziałam. Przez okienko na korytarz zauważyłam Nicka, który z zapałem rozmawiał z pielęgniarką. To trochę dziwne, bo to Brain zawsze był tym ,,wyrywającym wszystkie laski” jak to reszta stwierdziła.
Chciałam chwycić walizkę, ale Brian mnie ubiegł. Racja, to, ze był najwyższy i najszybszy z naszej drużyny, to tez chyba jego zaleta. Podniósł ją bez żadnego trudu i gestem wskazał, ze mam iść pierwsza. Wyszłam na korytarz, a zaraz za mną brunet. Odszukałam wzrokiem Dominica i z wahaniem zawołałam go. Nie chciałam psuć jego rozmowy, ale nie zamierzałam zostawać w szpitalu.
- Gdzie Daniel i Thomas? – zapytałam, kiedy już w trójkę ruszyliśmy w stronę wyjścia. Z lewej strony szedł Nick, trochę za mną, natomiast z prawej, ramie w ramie Brian, który niósł moja walizkę.
- Daniel na pewno na hali – powiedział Brian. – Pewnie trenuje z naszą nową wspólniczką, chyba wpadła mu w oko, w sumie nie dziwię mu się, może gdybym pierwszy sobie ja upatrzył…
Zignorowałam go, bo wiedziałam, ze próbował mnie sprowokować. To nie żadna nowość, w sumie każdy z naszej drużyny wiedział, że podobałam się Danielowi. Podejrzewałam, że Brian sądził, ze odwzajemniam te uczucie. Czy on myślał, że będę zazdrosna o jakąś dziewczynę, o której za miesiąc wszyscy już zapomnimy? A na dodatek Daniel był zupełnym przeciwieństwem Briana. Nie kręcił z każdą dziewczyną, która wpadła mu w oko.
 - Tommy też jest z nimi – powiedział Nick. – Przynajmniej tak mówił wczoraj wieczorem, gdy..
Urwał. Spojrzałam na niego, by zobaczyć co jest powodem nie dokończonego zdania, ale on patrzył na Briana i posyłał mu pytający wzrok. Więc spojrzałam na bruneta. Jego oczy okazywały jedynie obojętność, tak jakby nie był wcale to zamieszany.
Westchnęłam i zrobiłam krok do przodu, ale szybko stanęłam jak wryta, zaskoczona tym co widzę.
- A ten tu co robi? – usłyszałam za sobą głos i nie byłam pewna czy należał do Briana, czy Dominica, ale nie miałam czasu się nad tym zastanowić.
W naszym kierunku szedł chłopak z burzą loków na głowie i zielonymi oczami.