~Harry~
Nie wyobrażałem sobie, że czas
spędzony z Caroline, okaże się być tak wspaniały. Rzadko człowiek znajduje
osoby, z którymi może siedzieć w ciszy, bez żadnego zażenowania. Ale od
początku wiedziałem, ze ona jest inna. Może to właśnie moje przeczucie skłoniło
mnie, bym bliżej ją poznał?
Nie liczyliśmy czasu, który spędziliśmy na
polanie. To dziwne, że zawiozłem ją właśnie w to miejsce. Miejsce, o którym
tylko ja wiedziałem. Nie powiedziałem o nim nawet chłopakom z zespołu. Nikomu,
aż do teraz. Wszyscy myślą, że ja, Harry Styles jestem, byłem i będę
najszczęśliwszą osobą na świecie. Gdyby znali prawdę… W każdym razie
siedzieliśmy tam aż zachód słońca zamienił się w ciemną plamę otoczoną
migoczącymi gwiazdami. To chyba musiało być długo, prawda?
Odwiozłem Caroline z powrotem do
szpitala. W samochodzie była bardziej rozmowna niż na polanie. Mówiła, że jutro
wychodzi. Nie powiedziałem jej tego, ale od razu zaplanowałem, ze to ja po nią
przyjadę. Opowiedziała mi też o swoim zamiłowaniu do koszykówki. Naprawdę to jej
hobby. Kochała ten sport tak, jak ja kochałem śpiewanie. To było coś
niesamowitego. Ona była niesamowita. Jej oczy wydawały się być niebieskie,
jednak w świetle zachodzącego słońca były niebiesko-zielone, a jej blond włosy
nabrały truskawkowego połysku.
Gdy szliśmy pustymi korytarzami
szpitala drżała. Widziałem, że nie przepada za szpitalami. W sumie ja też nie. To
chyba kolejna rzecz, która nas łączy.
Najdziwniejsze stało się później.
Weszliśmy do jej pokoju, który miał
pozostać pusty, tak jak go zostawiliśmy. Ale nie był. Na krześle siedział jakiś
chłopak. I nie był to wcale ten jasnowłosy gbur, który piorunował mnie
wzrokiem. Nie był to też ciemnowłosy chłopak i jego przyjaciel, o włosach tak
jasnych, że aż białych. Daniel, Dominic
i Thomas, o ile pamiętałem. Te chłopak to na pewno nie był żaden z nich.
Na początku nie bardzo go widziałem, dopóki
nie wstał z krzesła i nie podszedł do nas. Do nas, mam na myśli Caroline. Nic
nie mówiąc przytulił ją. Zauważyłem, ze był mojego wzrostu. Miał również
brązowe włosy, tyle, że gładkie i zaczesane do tyłu. I jego oczy.. Nie umiałem
znaleźć słowa opisujące je. Nie były ani piwne, ani brązowe. Miały barwę miodu.
Tak, to był mód ale bardziej lśniący. Złoto? Jego tęczówki błyszczały i
wytwarzały tysiące iskr. Były złote. Naprawdę złote.
- Brian – powiedziała Caro głosem nieco
głośniejszym od szeptu. To było trochę żenujące patrzeć jak dziewczyna przytula
się z jakimś chłopakiem, a ja stałem obok i nie wiedziałem co zrobić.
- Jak się czujesz? – zapytał Brian
odchylając głowę do tyłu i kładąc swoje ręce na jej ramionach.
- Dobrze, dzięki – odpowiedziała. Patrzyła
na niego, a on na nią. Jakby zupełnie zapomnieli o tym, ze ja tu jestem.
Odchrząknąłem.
Podziałało i Caroline odwróciła się w
moją stronę i spojrzała najpierw na mnie, potem na bruneta.
- Um, Brian, to jest Harry –
powiedziała, gestem dłoni wskazując nam siebie. – Harry, to Brian, mój
przyjaciel z drużyny.
Gdy wypowiedziała ,,przyjaciel”
poczułem ulgę. W sumie mówiła mi dzisiaj, że nie ma chłopaka, a raczej
żartowała, że go ma. Ale chyba wychodzi na to samo..
- Brian – powiedział chłopak podając
mi dłoń. Z wahaniem uściskałem ją.
- Harry.
Brunet zaraz po uścisku szybko schował rękę,
jakby moja go parzyła. Odwrócił się w stronę Caroline. Nie widziałem jego
twarzy, bo stanął tyłem, ale byłem pewien, że się do niej uśmiecha, ponieważ
Caro odwzajemniła to, podnosząc kąciki ust w górę. Wiem przecież, kiedy
dziewczyna się uśmiecha, a kiedy odwzajemnia uśmiech. Lata obserwacji..
- Przepraszam, Caroline, że mnie
wczoraj nie było – powiedział Brian. – Miałem bardzo wiele do załatwienia i.. –
Nic nie szkodzi – przerwała mu. - Słuchaj,
Brian, wiesz może kiedy odprawiacie te swoje castingi?
- Co? – zmarszczył brwi, by po chwili
je unieść. – Ach tak. Daniel coś wspominał, że już ma zastępczynie.
- Zastępczynie? – teraz to Caroline
wydawała się zdziwiona. – Znaczy, że dziewczyna?
Brian tylko skinął głową, natomiast
dziewczyna nie próbowała ukryć zawiedzenia. A ja stałem w rogu i patrzyłem na
jej lśniące włosy i błyszczące oczy. Postanowiłem dołączyć się do rozmowy, ale
nie poszło po mojej myśli.
- Nie martw się, to tylko na miesiąc
– powiedział Brian, gdy ja już otwierałem usta, żeby dokładnie to samo
powiedzieć.
- Nie próbuj mnie nawet pocieszać,
nienawidzę tego – stwierdziła ostro odsuwając się od chłopaka.
W tej chwili dziękowałem Bogu, że
obdarował Briana szybszym refleksem.
- Nie to miałem na myśli – odrzekł spokojnie,
robiąc krok w stronę dziewczyny i chwytając ją za rękę. – Caroline.
Szczerze, nie podobało mi się to, w
jaki sposób wymawiał jej imię. Ta jego tonacja głosu.. Był przystojny, nie dało
się tego ukryć, a na dodatek używał uwodzącą tonację głosu. Pewnie wszystkie
dziewczyny były jego. Wszystkie, z wyjątkiem Caroline, która kompletnie na to
nie reagowała.
- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką,
Caro – powiedział, unosząc jej dłonie. Ich twarze dzieliło zaledwie kilka
centymetrów. Brian nachylał się. Był o głowę wyższy od dziewczyny, która
patrzyła prosto na niego. Brunet wyglądał tak, jakby chciał przerwać dzielącą
ich barierę.
Nic z tego, pomyślałem. Planowałem im
przerwać. A raczej mu. Już otwierałem, żeby coś powiedzieć. Cokolwiek, byli
zwrócić ich uwagę. Ale cos mi przerwało. Odgłos, który przerodził się w jakąś
melodie.
Dzwonek telefonu.
Brian odetchnął ciężko i wyjął z
kieszeni wibrujący telefon. Spojrzał na wyświetlacz i nacisnął klawisz
połączenia.
- Nie mogę teraz gadać, zadzwoń za
kwadrans – powiedział ostrym tonem. – Nie, rozumiesz? Teraz nie mogę – spojrzał
na Caroline. – No dobra, bądź za godzinę.
Nie czekając na odpowiedź rozłączył
się.
- Kto dzwonił? – zapytała od razy
Caroline podnosząc brew do góry.
- Nick – opowiedział, wzruszając
ramionami – Gramy w Fife 14.
- Gracie? A może raczej ćwiczycie,
żeby nie zostać pokonanym przez jakąś dziewczynę, znoooowu – ostatnie słowo
przeciągnęła i zaśmiała się. –
Miałaś po prostu farta – wytknął jej
język. – Następnym razem przegrasz, mam już nowe sposoby..
Oboje się zaśmiali. Zastanawiałem się
czy oni w ogóle wiedzą, ze ja tu jestem. Czułem się niewidzialny. Stałem tylko
i ich obserwowałem. Jak najpierw się przytulają, potem kłócą, a na końcu
śmieją… Jak typowe, angielskie rodzeństwo, które jednocześnie się nienawidzi i
kocha, które kłóci się z byle powodu, ale rozumieją się bez słów jak nikt. I
wtedy tak bardzo zapragnąłem być na miejscy Briana czy nawet tego głąba,
Daniel, którego miałem już okazję kiedyś poznać. Albo jak ten Nick i Thomas. To
była rodzina składająca się z piątki dzieci. Dokładnie jak moja rodzina, One
Direction, składająca się z piątki dzieci, które robią dokładnie to samo i to
kochają. Louis, Zayn, Liam i Niall byli dla mnie jak bracia i odczuwałem, że
Daniel, Brian, Dominic i Tommy są braćmi dla Caroline. Braćmi, nic więcej.
- To ja może będę już iść –
powiedziałem. Niebieskie oczy dziewczyny i złote oczy chłopaka, w tym samym
czasie odwróciły się w moją stronę. – Dobranoc, Caroline. Miło było cię poznać,
Brian.
Oboje odpowiedzieli mi w tym samym
czasie, tak, że nawet nie zrozumiałem co chociaż jedno z nich powiedziało.
Usłyszałem natomiast śmiech Briana, a po chwili i chichot Caroline.
~Caroline~
Brian został jeszcze około dziesięciu
minut od wyjścia Harry’ego. W sumie, spędziliśmy te kilkanaście minut na
śmianiu się. Brian zawsze był tym ,,błaznem” naszej drużyny. Tak to było.
Daniel był poważny i arogancji, jednak miał w sobie to coś, co przyciągało
uwagę prawie każdej dziewczyny. Thomas był otwarty i rozmowny, potrafił
zanudzać na śmierć, oraz opowiadać z zapałem różne historie, które mu się w
życiu zdarzyły. Taka z niego otwarta księga. Dominic natomiast był tym miłym i
sympatycznym, który nie potrafił nikomu nigdy niczego odmówić. A Brain, walący
sucharami przy chłopakach, jednak na osobności stawał się kimś zupełnie innym.
Czuły i romantyczny. To on miał miano tego ,,uwodzicielskiego”. Trudno się dziwić,
był przystojny, pomocny i zabawny.
To był piękny dzień. Nie wiem kiedy zasnęłam i
nie wiem jak to się stało, ze obudziłam się następnego ranka rześka i pełna
energii. Może dlatego, ze wiedziałam, ze to ten dzień, w którym wychodzę ze
szpitala?
Wzięłam szybki prysznic i ubrałam
miętowy sweter i czarne rurki. Nie miałam ochoty na szpitalne śniadanie. W
każdym bądź razie, już o 10 rano byłam w pełni przygotowana na powrót do domu.
Nie musiałam długo czekać. Już
kilkanaście minut później do mojego pokoju wszedł Brian i ktoś jeszcze. Te
czarne włosy i ciemne oczy mogłabym poznać wszędzie.
- Hej, Caroline – powiedział Dominic,
który wyłonił się zza Briana i stanął obok niego. Był ciut niższy, ale jego
postawione włosy dodawały mu paru centymetrów.
Uśmiechnęłam się do obu na
przywitanie. Nick od razy wyszedł z pokoju i zainteresował się młodą
pielęgniarka na korytarzu, podchodząc do niej i zaczynając rozmowę, natomiast
Brian nie spuszczał ze mnie złotych oczu.
- Pomóc ci? – zapytał zbliżając się
do mnie, gdy zamykałam walizkę.
- Nie, dzięki – powiedziałam. Przez
okienko na korytarz zauważyłam Nicka, który z zapałem rozmawiał z pielęgniarką.
To trochę dziwne, bo to Brain zawsze był tym ,,wyrywającym wszystkie laski” jak
to reszta stwierdziła.
Chciałam chwycić walizkę, ale Brian
mnie ubiegł. Racja, to, ze był najwyższy i najszybszy z naszej drużyny, to tez
chyba jego zaleta. Podniósł ją bez żadnego trudu i gestem wskazał, ze mam iść
pierwsza. Wyszłam na korytarz, a zaraz za mną brunet. Odszukałam wzrokiem
Dominica i z wahaniem zawołałam go. Nie chciałam psuć jego rozmowy, ale nie
zamierzałam zostawać w szpitalu.
- Gdzie Daniel i Thomas? – zapytałam,
kiedy już w trójkę ruszyliśmy w stronę wyjścia. Z lewej strony szedł Nick,
trochę za mną, natomiast z prawej, ramie w ramie Brian, który niósł moja
walizkę.
- Daniel na pewno na hali –
powiedział Brian. – Pewnie trenuje z naszą nową wspólniczką, chyba wpadła mu w
oko, w sumie nie dziwię mu się, może gdybym pierwszy sobie ja upatrzył…
Zignorowałam go, bo wiedziałam, ze
próbował mnie sprowokować. To nie żadna nowość, w sumie każdy z naszej drużyny
wiedział, że podobałam się Danielowi. Podejrzewałam, że Brian sądził, ze
odwzajemniam te uczucie. Czy on myślał, że będę zazdrosna o jakąś dziewczynę, o
której za miesiąc wszyscy już zapomnimy? A na dodatek Daniel był zupełnym
przeciwieństwem Briana. Nie kręcił z każdą dziewczyną, która wpadła mu w oko.
- Tommy też jest z nimi – powiedział Nick. –
Przynajmniej tak mówił wczoraj wieczorem, gdy..
Urwał. Spojrzałam na niego, by
zobaczyć co jest powodem nie dokończonego zdania, ale on patrzył na Briana i
posyłał mu pytający wzrok. Więc spojrzałam na bruneta. Jego oczy okazywały
jedynie obojętność, tak jakby nie był wcale to zamieszany.
Westchnęłam i zrobiłam krok do
przodu, ale szybko stanęłam jak wryta, zaskoczona tym co widzę.
- A ten tu co robi? – usłyszałam za
sobą głos i nie byłam pewna czy należał do Briana, czy Dominica, ale nie miałam
czasu się nad tym zastanowić.
W naszym kierunku szedł chłopak z
burzą loków na głowie i zielonymi oczami.
Jeej daj nexta <3 plis *.*
OdpowiedzUsuńNext! Next! Next! hahah....Ciekawe co się stanie gdy Harry do nich podejdzie *O*
OdpowiedzUsuń